sie 13 2013

...


Komentarze: 6

„Dzisiaj jestem już starszy i poważniejszy. I lektury mam trochę mądrzejsze (...)”

Rzuciłem okiem na przeszłość tutaj spisaną. Życie przyspieszyło od tamtego okresu. W wielu wymiarach przyspieszyło. Zapierdala tak, że gubię poszczególne dni, tygodnie i miesiące. Czasem się zastanawiam co zrobię, gdy to wszystko zwolni. Obfitość ludzi, zdarzeń i miejsc jest uzależniająca. Zmieniłem robotę jakiś czas temu. Trafiłem do świata, któru ma jeszcze inne zasady niż do tej pory znałem. Bywam zaskakiwany tymi zasadami, gdyż okazuje się, że nie zawsze istotna jest część merytoryczna. Aktualnie jestem wysoko opłacanym przedstawicielem jednej z globalnych korporacji. W zasadzie krępująco wysoko. Spotykam się z pewną panią. Temat zarobków i statusu materialnego jest tabu. Przynajmniej z mojej strony. Poprosiła mnie, żebym pomógł jej przygotować roczne zeznanie podatkowe. Byłem w szoku. Roczne dochody owej Pani osiągam w ciągu pierwszych 45 dni roku kalendarzowego. Zachowałem informację dla siebie. Prawda nie zawsze jest wskazana. W takim wypadku może bardzo demotywać i wkurwiać zarazem. Postanowiłem oszczędzić demotywacji.

Wszystko ma jednak swoją cenę. Stres tryska mi uszami. Może niespecjalnie jest to widoczne na pierszy rzut oka, ale ci którzy są ze mną w trybie codziennym wiedzą jak to rozpoznać i to widzą. Doszły również historie ze zdrowiem. Aktualnie monitoruję guzy w jednym z płuc. Ot, taki gratis.  Na razie monitoruję i regularnie przechodzę badania. To jednak jest jak równoległy świat. W wyznaczonych datach schodzę na ziemię i przeprowadzam badania. Potem znów czas biegnie w tempie trudnym do śledzenia i znowu wyskakuje przypominajka o badaniach. I tak dwa razy do roku.

Przetrwały moje przyjaźnie. Niektóre. Oni jednak też są już starsi i poważniejsi. Bywa, że tęsknię do tamtych czasów. Tak bardzo spontanicznych i nieprzewidywalnych. Te przyjaźnie są dzisiaj w innej fazie. Nie spotykamy się tak często. Robimy swoje, pamiętając, że ktoś, gdzieś nam sprzyja. Chlanie wódy jest jakby rzadsze i mniej intensywne. Brakuje czasu. Brakuje mocy na drugi dzień. Dwa razy się zastanowię zanim się napierdolę jak ta lala. Kace są trudniejsze niż to onegdaj bywało.

I jeszcze te kolejne numery w telefonie, które nigdy już nie zadzwonią i których już nie wybiorę. Doskonale sobie radzę z usuwaniem numerów telefonów, których znać już nie chcę. Nie umiem usuwać tych, których właścicieli widziałem nekrologi.  Nie ma się co jednak smucić. Pewnie są w Hilo albo innym przyjaznym miejscu. To jedziemy ze środą. Przecież ona już wkrótce.  

bmp : : abc  
12 października 2013, 13:43
Pan, Panie bmp to każe na siebie długo czekać z notkami.
07 września 2013, 21:51
:)
30 sierpnia 2013, 22:41
Nooo, jesteś :)
redshoehart
17 sierpnia 2013, 03:23
Parę godzin temu podczas przywołującego wspomnienia koncertu Mietka Folka przyszło mi do głowy dość natarczywe pytanie "a co, do cholery, z BMP?" Od jakiegoś czasu nawet nie otwierał się mi Twój blog, tylko w jego miejscu biała stronka z komunikatem o błędzie. No ale teraz widzę, że się w miarę otwiera i wpis jest nowy, znaczy z tego miesiąca (dokładniejsza data się nie wyświetla). To trzymaj się, Człowieku, i choć to bywa trudne, staraj się nie dać chorobom ani stresowi.
"Wiatr, wiatr, wiatr łapcie w żagle,
Choć sztorm i wróg na statek nasz czyha (...)"
16 sierpnia 2013, 22:38
...całe szczęście, że mojego PIT-a nie widziałeś;)..za śniadanie pewnie tyle płacisz;) ... i odzywaj się czasem bo o tych guzach to nie pisałeś...
jędza
14 sierpnia 2013, 14:54
... wszelki duch... a i uśmiech na mordzie się pojawił...

Dodaj komentarz